czwartek, 2 maja 2013

Wyprawa na...

1 maja dzień wolny od pracy. Ojciec wpadł na wspaniały pomysł abyśmy pojechali na kajaki. Oczywiście takie dla amatorów, chociaż instruktorzy przekonywali że to profesjonalny sprzęt. Kapoki które musieliśmy założyć przypominają mi o tych z HOM’u które poprzednio nosił ktoś kto cierpiał na chorobę morską :/  na szczęście te były nowe. Kajaki były dwuosobowe, więc byłam w parze z bratem z którym nie mogłam się przez pierwsze pół godziny zgrać. Rzeka w Żarnowcu podobno miała długość 11 km i kończyła się na plaży do której dopłynęliśmy po 1,5 godzinie. Dziwnie było oglądać ludzi którzy szli na spacer w kurtkach, gdzie inni opalali się w bieliźnie. Przy brzegu utknęliśmy przez wielki kamień, ale jakoś udało nam się wydostać. W drodze powrotnej musieliśmy płynąć pod prąd i było ciężko, w tym momencie brat zrobił sobie odpoczynek i tylko ja wiosłowałam. Za karę ochlapałam go wodą, ale nie był bardziej mokry niż ja. W pewnym momencie zobaczyłam coś świecącego na krzaku podpłynęliśmy do tego i okazało się że to złoty pławik na rybki. Trafiliśmy jeszcze w dwa krzaki i pięć drzew z których zleciały dziwne pająki prosto na mnie. Zrobił mi się pęcherzyk na kciuku i nieziemsko bolały mnie bajcepsy, ale i tak było fajnie, szczególnie wtedy kiedy walnęliśmy w kajak ojca który prawie się wywrócił. To świetny sposób na spędzenie wolnego czasu dla osób które chcą odpocząć i być aktywnym nie ruszając się zbytnio :)

czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozmowa kwalifikacyjna

Zerwałam się z łóżka jak oparzona o 6:37 chociaż umówiona byłam dopiero na 10:00. Przez te pare godzin nie wiedziałam co ze sobą zrobić, chodziłam z parteru na górę, myślałam jak by tu się dobrze zareklamować i miałam pustkę w głowie. Nie twierdze że jestem najgorszym kandydatem na pracownika, lecz trudno mi ujrzeć w sobie coś co dałoby się zareklamować. Nieustannie sprawdzając w lusterku czy dobrze wyglądam zaczęłam się coraz bardziej denerwować. Czy ubrałam się odpowiednio? Czy odrazu zostanę skreślona kiedy powiem że dalej się edukuję, bo jak wiadomo pracodawca lubi mieć pracowników 7 dni w tygodniu. Byłam przekonana że moje CV jest najgorsze i od razu będzie odrzucone, ponieważ było mnóstwo kandydatów. 

O 9:00 byłam na miejscu. Usiadłam na ławce i wpatrywałam się w trawę jakby miała mi powiedzieć "Będzie dobrze, tylko wyluzuj" Ok, to zawsze powtarzam osobom które się stresują, może w końcu sama się zastosuje do swoich rad. 

Była 9:47 ruszyłam w kierunku drzwi. Nogi miałam jak z waty, aż się dziwię że się nie wywaliłam po drodze.
Wchodzę do biura, rozglądam się i stwierdzam że praca w takim miejscu nie należy do przyjemnych. Pomieszczenie było bardzo małe, ściany zajęte tablicami korkowymi na których były porozwieszane karteczki z numerami, małe biureczko zagracone innymi CV, za plecami kilkanaście kartonów, jeden nawet nie pozwalał mi zamknąć drzwi. Kierowniczka na szczęście była miła i na starcie powiedziała żebym wyluzowała. Zaczęła opowiadać jak przebiega i na czym polega praca w tejże firmie. Zapewniła że szkoła nie jest przeszkodą, więc od razu się ucieszyłam. Ogólnie myślę że wypadło pozytywnie i czekam na odpowiedź.  :)

Ognisko

(...) Siedząc przy ognisku zapytała nieśmiało: mogę się do pana przytulić? On kiwnął głową. Wtuliła się w niego delikatnie, lecz stanowczo. I chociaż w tej pozycji ręce jej zamarzały to serce było rozpalone.(...)

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

(...)


„(…)Niczym we śnie unosi się na obłoczku rozkoszy spoglądając mu prosto w oczy. Gdyby wiedział co dzieje się w jej głowie. Chaos i pustka, strach i odwaga. Chaotyczne myśli pseudo inteligentki przenoszą ją w limbo myśli, w których odnajduję się tylko ona. Otłumaniona czarem który nie istnieje zatacza się coraz głębiej i głębiej przez co umyka rzeczywistość. Młoda kokieterka gra tak perfekcyjnie iż nikt nie zgadnie co tak naprawdę czuje. Doskonale wie że nic z tego nie będzie, lecz lubi łudzić się że będzie inaczej. (…)”


niedziela, 31 marca 2013

Przepis na przepyszne muffinki w 25 minut!


 Potrzebujemy:


pół kostki margaryny
2  szkl. mąki tortowej
¾  szkl. cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 szkl. mleka
1 jajko
łyżeczka aromatu
kilka rodzynek lub wiórek czekolady
do nadzianych ulubiony dżem



Nie trzeba niczego oddzielać, wszystko miksujemy razem i wylewamy do foremek.
Przepis jest na około 18 muffinek małych. Pieczemy 20 minut w 200°C.






czwartek, 28 marca 2013

3 listy


Słuchając ulubionych piosenek zagłębiam się w sens egzystencji. Podobno gdy jesteśmy bliscy śmierci życie przemyka nam przed oczami. Może to i prawda, sama coś takiego doświadczyłam i nie wiem czy to był wpływ świadomości że tak właśnie ma się stać, ale uświadomiłam sobie że moje życie jest nieco… nudne. Wydawać by się mogło że musimy być z niego szczęśliwi. Przecież jesteśmy w miarę zdrowi, mamy dach nad głową i co jeść. Jednak nie wszyscy żyją tak jak by tego chcieli. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że wielu ludzi tak ma nie z własnego wyboru, lecz jeśli jest możliwość zawsze można je jakoś ulepszyć/zmienić.

Warto stworzyć kilka list. Pierwsza byłaby związana z rzeczami które chcemy zrobić w przyszłości:  nauczyć się gry na jakimś instrumencie, zwiedzić różne niezwykłe miejsca na świecie takie jak np. Paryż stolicę mody, Londyn także miasto modnych ludzi (wydaje się że już są wszędzie, nawet Warszawka lśni hipsterami J), odwiedzić niezwykłą ziemię ognistą czyli Chile i wiele innych miejsc które was fascynują.
Gdyby jedno marzenie się spełniło chyba uwierzyłabym w cuda, choć słyszałam kiedyś że to właśnie my jesteśmy cudem.

Ja osobiście chciałabym napisać książkę. Może o moim życiu, a może dokończyłabym historię którą zaczęłam pisać jakieś dwa lata temu. Kto wie może trafiłabym na półkę bestsellerów. Jak nie spróbuje to się nie dowiem.

Druga lista byłaby związana z rzeczami które zrobiliśmy lub osiągnęliśmy. Jeśli jest pusta, to…  jest źle. J
Dobrze byłoby inwestować w siebie i rozwijać się. Może spróbować sił w akademiku i gdyby się udało to cały ten poświęcony czas nauczycieli na wepchnięcie nam tych niekiedy zawiłych pojęć do makówki nie poszedłby na marne.

Jeśli umiesz dobrze śpiewać warto byłoby brnąć w tym kierunku. Znaleźć sobie jakiegoś przystojnego nauczyciela który poprowadzi nas przez ten pracowity fragment naszego życia aż ktoś doceni nasz wysiłek i zasłużymy na szacunek i uznanie u innych. Wiem że nie wolno zbaczać na innych, ale to dzięki innym możemy poczuć się potrzebni i spełnieni. Żyjemy dla innych żeby żyć dla siebie.

Wracając do list chciałabym napisać o trzeciej która związana jest z hobby. Można by odkryć swoją zwariowaną stronę poprzez ekstremalne sporty takie jak skok ze spadochronem, na bandżi czy spróbować sił w skateboardingu.

Na najbliższe 5 lat mam swój cel, a właściwie kilka. Mianowicie znalezienie przyzwoitego lokum w którym miałabym swój azyl oraz rozwijanie się w kierunku modowym a dokładniej chciałabym projektować własne ubrania. Nigdy nie mogę znaleźć czegoś w swoim rozmiarze lub stylu. Mam dziwne kształty więc zawsze coś będzie nie tak.
Uwielbiam sukienki. Oszałamiające, zaskakujące, niesamowite, kokieteryjne, nieokrzesane z nutą zachowania grzeczności i umiaru w tej całej dzikości. A także muśliny które były modne w XVIII i XIX wieku. Chodzić w takich codziennie i odświętnie.
W tym momencie zanurzyłam się w refleksje. Oh już sobie wyobrażam miny niektórych przechodniów wykrzywione jakbym była z innej planety :D 

Sny


Sny




Czy wydaje wam się że można mieć prorocze sny?
Może każdy z nas tak miał…
Mroczne, zabawne, dziwne, pouczające, fantastyczne.
Jest małe prawdopodobieństwo że w realnym życiu z nieba spadnie złoto zamiast kropel wody, natkniemy się na wymarzonego mężczyznę przypadkiem, który zakocha się bezgranicznie z wzajemnością lub będziemy mieć nadprzyrodzone moce które np. uzdrawiają. To akurat pozytywne przykłady, a co z tymi mrocznymi?
Czy martwi ludzie w śnie oznaczają śmierć bliskiej nam osoby?
Słynny ‘sennik’ mówi że nastąpi coś pozytywnego w naszym życiu, jakaś odnowa, zmiana, lecz ja w to nie wierzę. Ktoś kiedyś mi powiedział że sny to takie nasze najskrytsze marzenia i najgłębiej zakorzeniony strach. Może wielu ludzi śni o śmierci, bo się jej boi.
Nikt z nas tego nie uniknie niestety chociaż tak wielu zachowuje represyjność, nie chce o tym myśleć, szkoda że nie możemy sobie zafundować bezbolesnej śmierci, może w śnie?


Kiedyś przyśniłam się komuś, stojąca na polu we mgle, a przy moich nogach rozlegały się
martwe zwierzęta. Tzn. że kogoś zabiję? Że zginę w grupie? A może tylko to że jestem osamotniona? Ludzie wymyślają sobie odpowiedzi na takie pytania, bo muszą być wszystkiego pewni, ale życie byłoby nudne gdyby każdy znał odpowiedzi na wszystko.

Kilka lat temu miałam przedziwny sen. Był dość ponury. Z klasą mieliśmy odwiedzić starą szkołę, która w pewnym momencie zmieniła się w opuszczoną fabrykę. Z moją przyjaciółką byłyśmy tak wciągnięte w rozmowę że nie zauważyłyśmy, iż nasza klasa oddaliła się od nas. W pewnej chwili w podłodze pojawiła się ogromna 10 metrowa dziura. Chciałam uprzedzić przyjaciółkę o niej, ale nie zdążyłam. Wpadła do niej z impetem rozbijając sobie głowę. Kałuża krwi rozrastała się w zawrotnym tempie, a ja tylko patrzyłam na nią skamieniała ze łzami w oczach. Podniosłam głowę i ujrzałam chłopaka który spoglądał na nią ze spokojem.
Kiedy opowiadałam to jej zaczęła się śmiać, a ja byłam przekonana że stanie się coś złego.
Po kilku dniach zaczepił mnie ten sam chłopak którego widziałam we śnie i chciał zaprosić na randkę. Widać że sny mogą być, ale nie muszą, choć w połowie prorocze.




I pytanie wyrwane z kontekstu. Czy zielona herbata rzeczywiście odwadnia organizm?

niedziela, 24 marca 2013

Siła od ruchu


Siła od ruchu

Nie wiem dokładnie ile było dziś stopni, przekonana jestem że na pewno na minusie.
Koleżanka wpadła na pomysł abyśmy się trochę poruszały. Ruch to zdrowie i wynika z tego dużo pozytywnych rzeczy takich jak lepsza koordynacja, lepszy humor, sprawniejszy umysł, więcej chęci do życia i jeszcze wiele innych.

Wygrzebałam moje stare dresy z szafy i po szkole wybrałyśmy się w plener. To niesamowite jak mój mózg walczył z tyłkiem podczas biegu. Tyłek chciał znaleźć ciepłe miejsce i zostać tam na wieczność, a mózg przekonywał że to co właśnie robię jest zdrowe i pożyteczne dla mego tyłka. Poszło mi całkiem nieźle, choć jestem typem leniucha który siedziałby wiecznie w wygodnym foteliku i oglądał telewizje.
Chociaż pewne części ciała bolą mnie nie tylko od biegania ale także od pierwszego zaliczonego upadku w tym roku, a moje wnętrzności trochę się poobijały przez śmieszne skoki które miały mnie rozgrzać to nie odmówię następnego razu. Ale nad techniką muszę popracować, żeby nie wyglądać jak pajac.