czwartek, 2 maja 2013
Wyprawa na...
1 maja
dzień wolny od pracy. Ojciec wpadł na wspaniały pomysł abyśmy pojechali na
kajaki. Oczywiście takie dla amatorów, chociaż instruktorzy przekonywali że to
profesjonalny sprzęt. Kapoki które musieliśmy założyć przypominają mi o tych z
HOM’u które poprzednio nosił ktoś kto cierpiał na chorobę morską :/ na szczęście te były nowe. Kajaki były
dwuosobowe, więc byłam w parze z bratem z którym nie mogłam się przez pierwsze
pół godziny zgrać. Rzeka w Żarnowcu podobno miała długość 11 km i kończyła się
na plaży do której dopłynęliśmy po 1,5 godzinie. Dziwnie było oglądać ludzi
którzy szli na spacer w kurtkach, gdzie inni opalali się w bieliźnie. Przy
brzegu utknęliśmy przez wielki kamień, ale jakoś udało nam się wydostać. W
drodze powrotnej musieliśmy płynąć pod prąd i było ciężko, w tym momencie brat
zrobił sobie odpoczynek i tylko ja wiosłowałam. Za karę ochlapałam go wodą, ale
nie był bardziej mokry niż ja. W pewnym momencie zobaczyłam coś świecącego na
krzaku podpłynęliśmy do tego i okazało się że to złoty pławik na rybki.
Trafiliśmy jeszcze w dwa krzaki i pięć drzew z których zleciały dziwne pająki
prosto na mnie. Zrobił mi się pęcherzyk na kciuku i nieziemsko bolały mnie
bajcepsy, ale i tak było fajnie, szczególnie wtedy kiedy walnęliśmy w kajak
ojca który prawie się wywrócił. To świetny sposób na spędzenie wolnego czasu
dla osób które chcą odpocząć i być aktywnym nie ruszając się zbytnio :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz